Return to Castle Wolfenstein to gra, na którą czekałem od momentu, kiedy ukazały się pierwsze doniesienia prasowe o pracach nad owym tytułem. Z radością witam każdego nowego FPP na moim komputerze, tym bardziej wiedząc, że jest to wznowienie hitu z lat mojej młodości;-). Jednak na takich tytułach spoczywa wielka odpowiedzialność - im lepszy tytuł, tym większe oczekiwania tłumu. Czy Id Software podołał zadaniu i udało mu się zadowolić większość graczy? Zaraz się o tym przekonamy.
Jako B.J. Blazkowicz (Polak?:-) powracamy do czasów II wojny światowej (Adolf i te sprawy ;-)), by raz i na zawsze udowodnić, że III Rzesza SUX!!, a także by na dobre rozprawić się ze wszystkimi Her ober firerami (czy jak im tam) i innymi SS'manami, zombiakami, szkieletami... No, tak to jest, jak naziści dokopią się do czegoś, do czego nie powinni. Jakby tego było jeszcze mało, prowadzą eksperymenty, z których wychodzą bardzo upierdliwi żołnierze. Z 'żyjącą' częścią przeciwników może być trochę zabawy, gdyż są nawet niegłupi. Przeładowują za rogiem, chowają się, uciekają, a nawet potrafią przybiec z drugiego końca "korytarza". Jest to już jeden plus. Krotko mówiąc, AI tych postaci stoi na przyzwoitym poziomie. Jednak, jeśli w grę wchodzą zombi, szkielety czy żołnierze pochodzący z nazistowskich eksperymentów, to AI traci tu znaczenie na korzyść sporej odporności i przesadzonej trudności. Wystarczy, że taki jeden zbliży się na kilka kroków i już po tobie - a to jest raczej mało zabawne :-(. Niekiedy 'gorsza' część przeciwników korzysta z elementu zaskoczenia, wychodząc ze ściany zza pleców, co może doprowadzić do łagodnego zawału serca.
Technicznie rzecz rozpatrując, RTCW pod względem graficznym czasem po prostu rozkłada na łopatki i nie pozwala podnieść szczeki z ziemi, a czasem wygląda, jakby był tworzony przez amatorów. Tak to jest z tym enginem Q3 - można by zrobić wiele, ale trzeba chcieć. A patrząc na RTCW, wnioskuję, że komuś się strasznie spieszyło, a wniosek ten opieram na braku szczegółów w pomieszczeniach (np. w jednym pokoiku mamy dwa krzesełka na krzyż, portret Adolfa, gdzieniegdzie swastyka - to wszystko). Do czego innego przecież przyzwyczaił nas chociażby taki Max Payne, gdzie grafika i wszystkie lokacje były dopieszczona aż do przesady. Zamek Wolfenstein, katakumby, ruiny miast - są to tylko przykłady lokacji, które przyjdzie nam zwiedzać. Można dorzucić do tego jeszcze misje rozgrywające się w lesie. To niby otwarta przestrzeń, ale czuć, że jest się w zamkniętym pomieszczeniu, do którego władowano kilka drzewek. Sytuacja zupełnie inna niż w Ghost Reconie, czego najlepszym dowodem są chyba screeny. No, porównując do dziadzia Wolfa, to RTCW wygląda o niebo lepiej;-). Można dodać, że modele postaci wyglądają zajeb... eee bardzo realistycznie, do tego stopnia, że nasz naczelny ma teraz jakieś dziwne upodobanie do SS'manek :-). Dodam jeszcze, że wszystkich misji jest 26 i ich ukończenie nie zajmie zbyt wiele czasu - jakieś 15 godzin.
Należałoby teraz wspomnieć co nieco o muzyce. Chyba wystarczy, jak powiem, że podtrzymuje mroczny klimat przez cały czas trwania gry. Nie jest to żaden heavy ani soft metal, jak w przypadku Q3, ale wpadająca w ucho orkiestra symfoniczna;-). Niestety utwory często się powtarzają, co niektórych może doprowadzić do nerwicy.
Z jednej strony słyszę same "ochy" i "achy" na temat RTCW, a z drugiej jednak dochodzą słuchy, że gra w niektórych momentach przynudza, za mało w niej interakcji z otoczeniem i takie tam - zupełnie inaczej niż w Half Life, gdzie co chwila się coś działo, naukowcy uciekali przed obcymi, albo rządowi gonili obcych itd. Tutaj prawie nic się nie dzieje - po prostu idziemy i zabijamy, bez zbędnego myślenia, byle trafić w głowę;-). Zdarza się, że napotkamy na jakichś Niemców toczących ciekawe konwersacje, bądź wplątanych w jakieś dziwne sytuacje, ale za wiele tego nie ma. Niestety, może to spowodować, że niekiedy gra wyda się nudnawa. Z czystym sumieniem mogę przyłączyć się do grupy narzekającej - w końcu żyjemy w czasach, w których to gry akcji muszą czymś się wyróżniać, np. SOF - gore mode, Max Payne - bullet time itp. A RTCW? Samo zabijanie może dostarczyć trochę rozrywki, ale już nie wystarczy.
Do naszej dyspozycji zostały oddane pepesze bardzo dużego, jak i tego małego kalibru. Jest ich w sumie 15, m.in. 3 różne karabiny (bardzo milo się z nich strzela), dwie snajperki, z czego jedna to zwykła flinta z dużym zoomem i sporym odrzutem, co nie pozwala za szybko namierzyć kolejnego przeciwnika, ale daje dużo satysfakcji, druga zaś wyposażona jest w noktowizor + tłumik, ma małego zoom'a, wiec w sumie rzadko się jej używa, minigun, który rozgrzewa się gdzieś w minutę, no i jakże przydatny do czyszczenia bunkrów z nazistów miotacz płomieni - "burn nazi burn". Bronie nie wyglądają może tak pięknie, jak w innych fpp, ale tu nie liczy się wygląd tylko efekt końcowy. Skoro już o tym mowa, to muszę z przykrością stwierdzić, że RTCW jest coś mało brutalny, raczki nóżki nie odpadają, krwi też jest bardzo mało... a szkoda :-)
|